
Rosnąca świadomość ekologiczna powoduje, że producenci z branży motoryzacyjnej prześcigają się w pomysłach. Jednym z nich są motocykle z napędem elektrycznym. Chodź wielu biker’ów nie wyobraża sobie jazdy bez zapachu benzyny i dźwięku silnika spalinowego, to wiele wskazuje, że na polskich drogach wkrótce zacznie pojawiać się coraz więcej takich maszyn. Takie przynajmniej są prognozy największych koncernów produkujących elektryczne motocykle. Sprawdziliśmy, czy takie zmiany mogą nastąpić szybko, czy to raczej odległa perspektywa? Jakie są plusy i jakie minusy tego typu motocykli?
Wciąż wzrasta liczba motocykli poruszających się po polskich drogach. Rok temu zarejestrowano w naszym kraju 40 155 motocykli, co stanowi pięcioprocentowy wzrost w stosunku do 2019 roku. Co ciekawe, w tej liczbie zanotowano 2833 jednoślady elektryczne. Wiele wskazuje, że w tym roku będzie jeszcze więcej. Choć ta liczba wzrasta, to jedno jest pewne. Nie będzie łatwo przekonać motocyklowego grona, na przerzucenie się na maszyny na prąd. Spory potencjał w motocyklach elektrycznych widzą indyjskie firmy - nieprzypadkowo, bo tam wiele osób porusza się na tych jednośladach. Elektryczne jednoślady robią tam prawdziwą furorę. Inaczej jest w Polsce.
Dla wielu miłośników motorów dźwięk silnika jest jak muzyka. Jednak z jej słuchania będą musieli zrezygnować ci, którzy przesiądą się na motocykle elektryczne. Jazda taką maszyną jest zupełnie inna, bo podczas podróży panuje kompletna cisza. Co więcej...motocykle elektryczne nie mają gorących silników i dymiących rur wydechowych. I to może być rzeczywiście problemem nie do przejścia dla entuzjastów tradycyjnych maszyn. Jednak produkcja elektrycznych motocykli jest galopującym trendem, bo jak wynika z obserwacji, młodsi użytkownicy motorów lubią cieszyć się otoczeniem w znacznie bardziej spokojny sposób. Te maszyny coraz bardziej cieszą się popularnością wśród milenialsów. Ten „spokój” na motorach może być jeszcze większy, bo dzięki silnikowi elektrycznemu nie ma potrzeby zmiany biegów. Dla niektórych użytkowników mogą to być argumenty, które przemówią za wyborem elektrycznego motocykla.
Jest też wiele innych argumentów, które mogą sprawić, że na polskich ulicach będzie za jakiś czas jeździło coraz więcej jednośladów z silnikiem elektrycznym. Tym, co przemawia szczególnie do młodych osób, to argument, że te mają lepsze przyspieszenie niż jednoślad z silnikiem spalinowym. Dodatkowo, przepisy są sformułowane w taki sposób, że umożliwiają jazdę ich użytkownikom buspasami. To bardzo duże ułatwienie, ponieważ szczególnie w dużych miastach nie trzeba się przeciskać między samochodami. Część ekspertów uważa również, że rozpoczęcie jazdy na elektrycznych motocyklach jest bezpieczniejsze niż na spalinowych. Chodzi o to, że kierowca nie musi zwracać uwagi na obsługę sprzęgła. Musi opanować jedynie przepustnicę i przedni oraz tylny hamulec. Tym samym zwraca więcej uwagi na zwiększenie umiejętności technicznych jazdy, koncentrując się na drodze oraz innych uczestnikach ruchu.
Znawcy motoryzacji podkreślają, że motory elektryczne są łatwiejsze także w eksploatacji. Posiadają mniej części mechanicznych niż tradycyjne, spalinowe maszyny. Obserwowany postęp technologiczny systemów zarządzania bateriami i silnikami sprawia, że takich motorów i skuterów będzie powstawać coraz więcej. Przykładem tego są silniki z wewnętrznym magnesem stałym. Zapewnia on wydajność i zoptymalizowaną moc silników, zmniejsza ich wagę, co wpływa na zoptymalizowaną moc i przyspieszenie. Przyspiesza także ich produkcja... Tak na marginesie, elektrycznymi motocyklami interesuje się nawet wojsko w Emiratach Arabskich. Taki motocykl można na przykład przymocować do helikoptera. Elektryfikacja pojazdów otwiera wojskowym całkiem nowe możliwości, chodzi w szczególności o misje zwiadowcze. Żołnierzy wyposażonych w ciche auta i motocykle elektryczne trudniej jest wykryć przeciwnikowi. Czy rzeczywiście sprawdzą się w wojsku? Czas pokaże...
Jednak na tym kończą się plusy tych elektrycznych pojazdów. Te mają jednak wciąż dużo minusów. O dźwięku silnika, zapachu benzyny i cieple z rury wydechowej już pisaliśmy – w elektrykach tego nie ma… Nie ma jeszcze wielu innych rzeczy. Motocykle elektryczne wciąż są drogie. Obserwuje się trend, że mogą być alternatywą dla konsumentów, którzy chcą pojazdu niskoemisyjnego, ale nie mogą sobie jeszcze pozwolić na samochód elektryczny. Motocykle elektryczne mają też ograniczony zasięg. Zamontowane są w nich tylko małe baterię, tu pod względem zasięgu biją je na głowę motocykle napędzane benzyną i ropą. Dodatkowo zasięg ten znacznie maleje podczas szybkiej jazdy, np. na autostradzie czy drogach ekspresowych. Silnik elektryczny motocykla musi kompensować zwiększony opór wiatru napierający na niezbyt aerodynamiczne ciało kierowcy. Sama infrastruktura do ładowania tych pojazdów jest jeszcze w powijakach. Zniechęcać do zakupu „elektryka” może też długi czas oczekiwania na naładowanie. Niektórzy próbują ten problem rozwiązać, zabierając ze sobą wymienne akumulatory i zestawy baterii. Jednak to generuje dodatkowe problemy i wyzwania.
We Francji obserwuje się politykę mająca na celu wyparcie motocykli spalinowych. Tamtejszy rząd dotuje zakup elektrycznych maszyn. Oferuje dotację na ich zakup w kwocie 2600 euro. Podobne działania obserwuje się również w innych państwach. Dzięki temu ma się poprawić jakość powietrza. W Europie powstaje coraz więcej stref z zakazem wjazdu pojazdów spalinowych. Choć takie działania są już prowadzone na szeroką skalę, znawcy motoryzacji są przekonani, że tradycyjne, spalinowe maszyny trudno będzie wyprzeć z rynku. Wynika to z faktu, że w „imię zielonego listka” nikt nie zamknie fabryk, a koncerny wydobywcze i kopalnie nie zostawią pól roponośnych i węgla. Nie mówiąc już o miłośnikach silników spalinowych, którym trudno będzie zrozumieć zachodzące zmiany. Wśród nich jest grupa, która nigdy nie przesiądzie się na elektryki, bo cenią to, czego one nie mają. Wiele wskazuje, że tradycyjne, spalinowe motocykle jeszcze przez wiele lat będą wypierać te elektryczne.